fbpx

Relacje istnieją tylko w głowie

 

Pierwsze zajęcia z psychologii poznawczej.

Proszę Państwa, a tu – wskazując na slajd – Sean Connery, grający Bonda pali cygaro. Zwróćcie uwagę, w jaki sposób ta reklama wywołuje na nas podświadomy wpływ. Z dymu układa się postać Belzebuba!  

– A mi się wydaje, że to pośladek. – Skomentowałem.

– Można też na to tak spojrzeć.

 

Po tej lakonicznej ripoście dowiedziałem się, że właśnie wybiłem panią doktor z rytmu i odtąd już do końca będę na widelcu. Ale zyskałem coś więcej. Uświadomiłem sobie, że to my projektujemy rzeczywistość, bo to co widzimy jest negocjowalne. 

Innymi słowy, to w jaki sposób patrzysz na ludzi, jak ich oceniasz nie jest obiektywną miarą. Bo takiej nie ma. Możemy wyposażyć się w centymetr i zmierzyć różne długości. Możemy stanąć na wagę, dowiedzieć się czy jeszcze siebie akceptujemy, czy może już należy wyrzucić wagę. Również możemy skoczyć z Pałacu Kultury, czy też z jakiegoś innego pałacu, to upadek będzie kosztował nas dokładnie tak samo.  Ale nie ma miary, która w prawdziwy sposób zmierzyłaby nasz potencjał, poziom motywacji, kreatywność, a nawet inteligencję. Nie oznacza to, że nie istnieje coś takiego jak inteligencja. Z psychometrycznego punktu widzenia, gdy mówi się o kimś, że ma np. ponad przeciętną inteligencję to oznacza, że wykonuje zadania na wyższym poziomie niż ludzie z tej samej grupy wiekowej. Czyli o inteligencji wnioskuje się, gdy ktoś lepiej rozwiązuje te konkretne zadania uważane za miarę inteligencji. Nie wiedzieć czemu, przyjęło się, że skale matryc Ravena (te popularne dobieranie brakujących wzorów z kwiatków i innych wstążeczek), są dobrą miarą inteligencji. Mierzą dobrze łączenie „faktów”, ale tylko wtedy gdy badany milczy jak grób.  Nie wiadomo czy osoba zapytana kim był Kopernik, nie odpowie, że kobietą. Nie wiemy również, czy będzie umiał powtórzyć wspak kilka wypowiedzianych przez badacza cyfr. Również nie wiemy czy osoba radzi sobie za „kółkiem” – co wymaga wyobraźni przestrzennej i wrażliwości sensorycznej. Więc, jeżeli psychologia, która – nota bene – jest nauką ścisłą, nie ma jednego stanowiska w sprawie inteligencji, to jakiej podstawie wnioskujemy o niej po pięciominutowej rozmowie z nieznajomym? Czy to nie jest tak, że to co uważamy za inteligentne, głupie, fajne etc. jest jedynie naszą projekcją, a nie rzeczywista miarą?

 

Inteligencja jest konstruktem teoretycznym, tak więc metoda pomiaru zależy od tego, jak ją definiujemy

– z podr. „Skala inteligencji WISC-R w praktyce psych.”

 

Mieliśmy na roku takiego gościa, który był obibokiem. Na wykładach grał w gierki, przychodził ze słuchawkami i zachowywał się tak, jakby wręcz bronił się przed wiedzą. Dla mnie był łajzą. Ale był lubiany. To wystarczyło by znajomi mówili o nim, że jest operatywny, że poradzi sobie w życiu… Poradził – poczuł pantofel dziekana na dupie.

 

Kiedyś myślałem, że ludzie, którzy czytają książki są strasznymi nudziarzami. Do momentu, kiedy sam nie dowiedziałem się, że prawdziwymi nudziarzami tak naprawdę są ci, którzy potrafią rozmawiać o dwóch, góra trzech tematach. Nigdy nie poznałem osoby, która serio by czytała, a nie tylko chwaliła się – bądź co bądź – bogatą biblioteką, i była mało interesująca.

 

Ale wydaje nam się, że ten co czyta to nudziarz.

 

Nikt nie chce poznawać naukowców i filozofów. Co prawda, seks z panią profesor w kusej spódniczce i okularami większymi niż jej buzia wydaje się pociągający, to już ta sama zależność nie działa na korzyść mężczyzn. Nawiasem mówiąc, jest to dosyć ciekawe, że kobiety mogą robić wszystkie zadania męskie, nosić męski uniform, być upieprzone po łokcie w błocie i być dalej atrakcyjne, natomiast mężczyzna specjalizujący się w tipsach i innych hydrach budzi poważnie podejrzenia…

 

W świadomości zupełnie inaczej plasuje się osoba która deklaruje, że lubi sporty ekstremalne, samochody i rowery. Nikt nie widzi dziadka po 70-tce pakującego na siłowni, ubranego w żółte spodenki podciągnięte po samą klatę.

 

To pokazuje, że tak naprawdę nie poznajemy kogoś, tylko siebie. Przynajmniej na początku. To, co wydaje nam się wiedza na temat jakiejś osoby, w rzeczywistości jest wiedzą o nas – naszych pragnieniach, myślach, uczuciach, doświadczeniach, wypartych zachowaniach które najchętniej zakopalibyśmy pięćset metrów pod ziemią i udawali, że nigdy nie miały miejsca. W psychologii nazywa się to projekcją.

 

Każdy uprawia ten sposób postępowania, a gdyby wziąć psychologiczną lupę, wyglądałoby to następująco:

 

 

Kategoryzowanie

 

W pierwszej kolejności oceniamy to, co widzimy. Patrzymy na ubiór, sposób poruszania się, zajmowanie przestrzeni i wszelkie niewerbalne zachowania. Następnie, rozpoczynamy rozmowę w której słuchamy, tego co osoba nam przekazuje – co jadła, jak spędziła czas, co myśli o władzy rządzącej, o wódce i jaki ma aktualnie problem. Generalnie, rozmowa o dupiemaryni, z której niby nic nie wynika, a jednak tyle, że wiemy czy nie zamorduje nas tępym narzędziem przy następnym spotkaniu.  Wreszcie, oceniamy naszą rolę w tej relacji.

I teraz, zaczynając od początku – wrzucamy kogoś do szufladki. Szukamy w głowie pasującego wzorca. Jeżeli poznałem osobę która przywitała mnie szeleszczącym ortalionem, to mój umysł szuka prototypu takiej osoby w zasobach pamięci i oczekuje pewnych postaw, i zachowań tej osoby. Na przykład, widząc, że w ręku trzyma smycz dla psa, myślimy, że pewnie to groźny pitbull, i wcale nie wyglądający jak jamnik.

Mówiąc mi o tym, że nie jadł śniadania i obiadu (mając już na uwadze fakt, że pewnie wie co to mefedron), domyślam sie, że poprzedniego dnia rzucał się śnieżkami z białego proszku z ziomalami.

Również można się spodziewać, że gardzi wszelkim lewactwem i w ramach rozrywki lubi pytać przypadkowych osób czy mają problem.

Można by bawić się dalej i pytać: Co ogląda? Pewnie Blok Ekipę. Czym jeździ? Założę się, że BMW E39. I tak dalej…

 

 

Odklejanie

 

Tutaj zaczynamy poznawać kogoś na prawdę. O pierwszym wrażeniu już zdążyliśmy zapomnieć. Wyobrażenie zaczyna zamieniać się w rzeczywistość. W tym miejscu, każda wystrzałowa laska zamienia się w przeciętną, a każdy przeciętny facet staje się… przeciętnym facetem.

Weźmy na tapet naszego „Blokersa”Nazwijmy go, Seba.

Okazało się, że Sebastian nie lubi Blok Ekipy, bo to bajka dla przygłupów. Seba założył dres, bo wyszedł z psem na spacer, ale tego feralnego dnia pupil stwierdził, że wybiera się na randkę i nie ma zamiaru wykonywać rozkazu „Lucky, wróć”. To rzeczywiście był jamnik. Bez oka, kulejący i pragnący towarzystwa człowieka, a nie sadysty.

Sebastian lubi BMW, bo zawsze marzył o samochodzie tylnonapędowym. Nie wie czy Ruda tańczy jak szalona, a zapytany o mefedron, myśli, że to jakiś nowy rodzaj drona.

 

Tak poznaliśmy Sebastiana.

 

Możesz zapytać się kilku znajomych jaki jesteś lub co o tobie myślą. Prawdopodobnie, będą zgodni co do wielu cech, ale zauważ, że żadna z ocen nie jest identyczna. Każda, w mniejszym lub większym stopniu odbiega od poprzedniej. Dzieje się tak, ponieważ wydarzenia, które obserwujemy są pod ciągłą kontrolą centralnego układ nerwowego. Za obiektywne i prawdziwe są uważane wydarzenia, które widzimy naocznie, jak i te, które sobie tylko wyobrażamy. Obraz wpada do naszych oczu, ale proces przetwarzania, oceniania zachodzi w głowie. Którą jak wiemy – każdy ma swoją.

2 Comments
  • Michał
    Marzec 20, 2018

    Dobry tekst Ariel. Choć nie powiedziałbym, że psychologia jest nauką ścisła. Wieloparadygmatycznosć nadaje jesj otoczkę szarości, która -moim zdaniem- dyskwalifikuje ją pod tym kątem. Na pewno ma ambicje do bycia nauką ścisłą. Te próby mierzenia różnych ludzkich właściwości to pokazują. Może gdyby ujednilicić teorie psychologiczne to by się udało, ale psychika jest skomplikowaną dosyć sprawą, więc nie będzie to łatwe -o ile w ogóle możliwe.

    „Mieliśmy na roku takiego gościa, który był obibokiem.” – haha, chyba wiem o kogo chodzi, choć opcji jest przynajmniej kilka…

    Ogólnie podoba mi się to, że przetwarzasz to czego się nauczyłeś na przystępny język. Powodzenia przy następnych tekstach!

  • Ariel
    Marzec 20, 2018

    Trafne spostrzeżenie. Wg. Koncepcji Kuhna psychologia znajduje się na pierwszym etapie paradygmatu naukowego – zbiór pojęć mających swoje uzasadnienie w doświadczeniach empirycznych ale… nietrzymajacych się kupy:) Ten brak jednego paradygmatu sprawia że- tak jak napisałeś- dyskwalifikuje ja jako naukę jednoznacznie ścisłą. Natomiast gdyby popatrzeć np. tylko przez pryzmat psychometrii jest to już tylko nauka ścisła:)

    Tak, Michał, o tym samym studencie myślimy:D

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz