fbpx

3 przyczyny dla których się poddajesz

 

       Gdy chodziłem do podstawówki chciałem być jak Ronaldo. Miałem żółtą koszulkę z zieloną dziewiątką na plecach i praktycznie jej nie zdejmowałem, bo choć daleko mi było do brazylijskich korzeni, to czułem, że dzięki niej mój skill piłkarski wzrósł przynajmniej pięciokrotnie. Nie ważne, że była zabłocona po wczorajszym podwórkowym sparingu, ani to, że miała czerwoną plamę keczupu od kanapki. Wstyd nie miał znaczenia. Liczył się cel. Było nim pobicie rekordu i osiągnięcie dziecięcych marzeń – zrobienie 66 żonglerek piłką. Udało mi się. Ale nie wtedy gdy tego oczekiwałem.

       Wynik powinien być efektem ubocznym długotrwałych, żmudnych treningów, a nie celem samym w sobie. Jest to ważne z kilku powodów. Po pierwsze, nastawienie na efekt powoduje, że nasz mózg wyobrażenie osiągnięcia celu traktuje tak, jakby rzeczywiście ten cel został osiągnięty i nagradza się zbyt szybko. Ile to razy siedząc na kanapie z piwem w ręku byłeś prezydentem, mistrzem rajdowym lub drugim Kai Greenem? Wprowadza to w pozytywny nastrój i być może nawet ruszymy poślady na trening, ale wystarczyło by: samochód szlag trafił, być niewyspanym, nie wziąć gaci na trening aby zatrzymać się tylko na marzeniach. Dlaczego tak się dzieje?

 

Ego

 

        Po pierwsze, wina leży po stronie naszego naturalnego obrońcy osobowości – mechanizmie obronnym. Pewne fakty z naszego życia są przekształcane w sposób pozwalający uporać się z przykrymi emocjami. W tym wypadku ten bezpiecznik nie pozwala przebić do naszego rozumu świadomości odniesionej porażki – dlatego z taką łatwością mówmy innym, że nie mamy czasu na trening. Nam się wydaje to dobry argument, chociaż inni wiedzą, że pieprzymy głupoty…

 

To tylko mózg…

 

      Drugą przeszkodą są granice wybaczone przez biologię. Nasz mózg został skonstruowany w taki sposób by ilość przeznaczonej energii na jego pracę była najmniejsza jak to tylko możliwe. Przeciętny człowiek do przeżycia doby potrzebuje ok. 1500 kilo kalorii z czego aż ok. 500 zużywa mózg. Dlatego używamy różnych skrótów myślowych tzw. heurystyk by łatwiej nam było wydobyć i ocenić te informacje, które są nacechowane emocjonalnie, są skojarzone z innymi czy na przykład odnoszą się do naszej osoby. W innym wypadku bylibyśmy przeładowani informacjami i nie potrafilibyśmy podjąć decyzji czy wziąć bułeczkę kajzerkę czy grahamkę. A tak przypominamy sobie co nam ostatnio bardziej smakowało lub zaciągamy się zapachem świeżego pieczywa. Ta zdolność i ułomność poznawcza zarazem, odbiera chęci do działania. Skoro odebraliśmy nagrodę (wyobrażoną bądź nie), to po co się starać? Nasz mózg nie był przygotowany na wysiłek bo sobie tego nie zaplanował. Jedyne co widział to efekt końcowy – kratkę na brzuchu, Porshe w garażu i habilitację przed nazwiskiem. Ale nie cały proces pokonywania trudności. Nie oznacza to, że nie powinniśmy mieć marzeń, ale zrozumieć że to co przekuwa nasze myśli w sukces to działanie a nie marzenie.

 

Oczekiwania

 

       Po trzecie, zbyt duże oczekiwania zabijają działania. Można by było to skwitować nawet jednym słowem – presja. Pamiętam, że kiedyś, gdy jeszcze w radiu na liście przebojów królowało Backstreet Boys moim marzeniem było zrobienie 66 żonglerek. Zajęło mi to cholernie dużo czasu  tylko dlatego, że nastawiłem się na pobicie rekordu za wszelką cenę. Za każdym razem gdy zbliżałem się do magicznej sześćdziesiątki nogi zaczynały mi drętwieć i piłka uciekała z nóg. W końcu uznałem, że daruje sobie pobijanie rekordu i po prostu będę się tym bawił. Kilka dni później mój kuzyn rzucił mi wyzywanie – kto zrobi więcej żonglerek. On odbił ok. 20 razy. Ja gdzieś z osiemdziesiąt! Jak to się stało, że tak dobrze mi poszło? Przede wszystkim dlatego, ponieważ zmieniłem swój cel. Przestałem przejmować się tym kiedy to zrobię, a tym bardziej czy w ogóle kiedykolwiek mi się to uda. Wiele zawdzięczam swojemu kuzynowi, bo gdyby nie wyłożył się na dwudziestu a zrobił mój poprzedni rekord nogi znowu zaczęłyby być jak z kamienia. A tak, ze świadomością, że wygraną mam w kieszeni, mogłem odbijać piłkę dla zabawy.

       W coachingu wiele mówi się o adekwatnym dostosowaniu oczekiwań do umiejętności klienta. Jeżeli ktoś pali paczkę dziennie i nie wyobraża sobie rzucenia papierosów, proponowanie by zrobił to z dnia na dzień jest naiwną wiarą w zmianę. Dlatego zawsze przed każdym postanowieniem zadać sobie pytanie: w skali od 1 – 10 na ile jestem w stanie temu podołać? Jeżeli schodzisz poniżej siódemki – musisz zmniejszyć oczekiwania. Dopiero 8 punktów i w górę może przyczynić się do zmiany, ponieważ  między innymi, to co zaburza proces osiągania celu to presja. Od tego czy podołamy zależy wartość w naszych oczach, a biorąc pod uwagę fakt, że większość naszych zachowań jest skierowanych na budowanie samooceny, porażka jest traktowana bardzo osobiście. Tak bardzo staramy się nie przegrać, że zapominamy jak wygrać. Podobny efekt występuje przy szybkiej jeździe gdy trzeba pokonać ostre zakręty lub ominąć  przeszkodę. Wzrok rajdowca kieruje się na przeszkodę, zamiast na wolną część jezdni. Amator będzie zachowywał się intuicyjnie – z całej siły na naciśnie na hamulec i wgapiony w jelenia będzie czekał na urwanie mu rogów. Doświadczony, przydusi hamulec do poziomu w którym koła jeszcze nie stracą przyczepności i skoncentrowany ucieknie w pustą przestrzeń. Dopiero wtedy gdy będziemy zdolni skupiać się na celu, a nie na konsekwencjach braku realizacji, pobijemy rekord.

 

 

       Konkludując, nagroda powinna być realna a nie wyobrażona. Wyobraźnia powinna służyć do układania planów działania – przewidywania porażek, wpisywania kolejnego zrealizowanego postanowienia do kalendarza, a nie do fantazjowania. Z drugiej strony, gdy już mamy cel, wiemy jakie trudności mogą nas spotkać a dalej nie ma upragnionego efektu – może warto zmniejszyć oczekiwania. Czasem barierą nie jest brak umiejętności a brak elastyczności.

 

 

Nie ma jeszcze komentarzy.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *